Strona Główna

Śladami przeszłości przed obchodami Narodowego Święta Niepodległości

Napisał(a): Administrator (lo3) dnia 16-11-2018
Strona Główna >>

Tuż przed obchodami setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości,
w czwartek 8 listopada, grupa 30 licealistów zwiedzała Lwów - dla Polaków miasto szczególne.

Lwów - miasto magiczne. Miasto kultur i sztuki. Miasto Wschodu i Zachodu. Miasto trzech katedr. Porównywane pod względem urody do Krakowa i Pragi. Nazywane „małym ukraińskim Paryżem” lub „małym Wiedniem”. Miasto wciąż nieodkryte i niewinnie autentyczne. Miasto, którego od zawsze domeną była wielokulturowość.

Pobyt we Lwowie rozpoczęliśmy od zapalenia zniczy w miejscu będącym swego rodzaju magiczną przestrzenią opowiadającą o kulturze i historii Lwowa - od Cmentarza Łyczakowskiego. Polska dała tej nekropolii wielkie nazwiska. Tutaj, wśród starych drzew, spoczywają prochy elity kulturalnej i intelektualnej naszego narodu, cztery pokolenia walczących o niepodległość: żołnierze Kościuszki i Napoleona, powstańcy listopadowi i styczniowi, uczestnicy wojen lat 1914-1920, obrońcy polskości Lwowa, ludzie zasłużeni dla Polski. Z dumą
a jednocześnie z nostalgią i smutkiem przemierzaliśmy aleje cmentarne mijając dostojne kaplice, wspaniałe grobowce, klasycystyczne, neogotyckie, czy neorenesansowe nagrobki autorstwa wielkich rzeźbiarzy i architektów różnych narodowości. Zmierzając w kierunku Cmentarza Obrońców Lwowa, czytaliśmy epitafia i transkrypcje w czterech, dominujących w różnych okresach, językach: polskim, niemieckim, ukraińskim i rosyjskim - świadectwo burzliwej historii tego miasta.
Cmentarz Orląt Lwowskich jest autonomiczną częścią nekropolii Łyczakowskiej. Wojenne „campo santo”. Leżą tu „Orły i Orlęta”- niezłomni, którzy walczyli
o Lwów i Małopolskę Wschodnią. Potężna moc płynie ze znajdujących się tutaj mogił, bowiem pod każdą z nich leży Bohater. Co trzecia mogiła skrywa obrońcę Lwowa poniżej 18 roku życia. Najmłodszy z nich miał zaledwie 9 lat.
Krótki wykład lwowianina w Kaplicy Obrońców Lwowa przybliżył nam historię powstania i losów tej części cmentarza. Przeżyliśmy niezwykle ważne
i niezapomniane lekcje: historii i patriotyzmu. Po dwugodzinnym spacerze po „ogrodzie pamięci i snu”, pogrążeni w zadumie nad ceną naszej wolności, pojechaliśmy na kolejne spotkanie z historią stolicy dawnej Galicji.

Różnorodność narodowościowa, etniczna i wyznaniowa odcisnęła swoje fascynujące piętno nie tylko w sztuce sepulkralnej, ale również w architekturze świeckiej i sakralnej. Podziwialiśmy świątynie i budowle z różnym rodowodem architektonicznym. Niezwykłe wrażenie wywarły na nas kamienice wznoszące się dookoła Rynku, które prezentują wszystkie style od renesansu
po modernizm. Wsłuchując się w opowieść przewodnika, zwiedziliśmy zbudowaną w stylu gotyckim Katedrę Łacińską i usytuowaną obok niej z bogato zdobioną elewacją - Kaplicę Boimów, zachwycającą niepowtarzalną atmosferą XIV-wieczną Katedrę Ormiańską i renesansową Cerkiew Zaśnięcia Matki Bożej. Nasz zachwyt wzbudziły kościoły Bernardynów i Dominikanów. Zobaczyliśmy także gmach Politechniki Lwowskiej, monumentalne Ossolineum i były Uniwersytet Jana Kazimierza (obecnie Uniwersytet Lwowski). Zwiedziliśmy Muzeum Starej Broni "Arsenał” w zabytkowym budynku Arsenału Miejskiego
i do dziś działającą aptekę „Pod Czarnym Orłem”.

Poznaliśmy niepowtarzalną atmosferę restauracji i kawiarni ukrytych
w zakamarkach wąskich uliczek z zachowanym starym brukiem. Idąc na obiad, zajrzeliśmy do galicyjskiej żydowskiej restauracji „Pod Złotą Różą”, która znajduje się obok ruin starej synagogi. Tutaj naszą uwagę przykuły ręcznie robione obrusy, menory, skrzypce, krawieckie maszynki - atrybuty oddające klimat dawnego żydowskiego mieszkania. Byliśmy także w „Domu legend”- siedmiopiętrowej restauracji, gdzie każde pomieszczenie jest „strażnikiem” jednej lwowskiej legendy. Z adaptowanego na taras dachu obejrzeliśmy panoramę miasta. Przeszliśmy obok innych „tematycznych” lokali, np.: obok „Gazowej lampy”, gdzie przy stoliku z lampą naftową, bez względu na czas i pogodę, przesiaduje Ignacy Łukasiewicz.

Po obiedzie, zmęczeni, ale gotowi na estetyczne doznania, wyruszyliśmy
w kierunku monumentalnego gmachu Opery Lwowskiej - kolejnego dzieła sztuki architektonicznej, rzeźby i malarstwa - świadka wielu wydarzeń. Obejrzeliśmy trzy miniatury baletowe: Grand Pаs z baletu „Pahita” L.Minkusa, „Carmen-Suite” J. Bize-R.Schedrina i „Noc Walpurgii" - scenę baletową z opery „Faust” Sh. Guno. Były to całkowicie różne trzy odsłony tańca i trzy zamknięte sceniczne opowieści. Spoiwem łączącym wszystkie trzy miniatury były: świetna technika tancerzy, gracja i wdzięk tancerek, doskonale wyrzeźbione ciała w pełni podporządkowane muzyce, wymagająca i bogata choreografia oraz znakomicie oddane przez artystów emocje.

Po spektaklu nadszedł czas powrotu.

Jeden dzień pobytu we Lwowie to stanowczo za mało, żeby poznać to miasto, ale wystarczająco, żeby się nim zachwycić.

Urszula Steciuk

Fotorelacja cz. 1

Fotorelacja cz. 2

Edytowano: 16-11-2018 o 19:26

Wstecz